Rozmawiając ostatnio na temat zespołów muzycznych udało mi się zejść na temat płyt, konkretnie na temat kupowania płyt z muzyką. Niestety wnioski płynące z rozmów są żenujące. Ludzie nie kupują płyt z muzyką, wolą pobrać je z internetu. W różnych wywiadach z muzykami obraz jest jeszcze bardziej żenujący. Prawda jest taka że nagminne pobieranie płyt i utworów jest to zwykły obciach i złodziejstwo. Skupmy się nad tym co przynosi kupno płyt słuchaczowi.
Kolekcja płyt wygląda świetnie i jest powodem do dumy.
Posiadając płyty z muzyką, można stworzyć ciekawą i różnorodną kolekcję. Kolekcja płyt zawsze wygląda ciekawie i w pewnym stopniu pokazuje nasze cechy charakteru. Znajomi widząc naszą kolekcję, widzą co lubimy i jaki przekaz do nas trafia. Kolekcja płyt pokazuje charakter człowieka w bardzo podobny sposób jak kolekcja książek. Dodatkowym atutem zbioru płyt jest duma z bycia posiadaczem różnorodnych płyt i czasem bardzo wartościowych perełek.
Płyty jako inwestycja na przyszłość.
Kupując płyty, czasami możemy natrafić na perełki, które w przyszłości zyskają sporo na wartości. Zazwyczaj takie perełki to płyty na przykład wydawane w limitowanej edycji z okazji jakiegoś wydarzenia, lub pierwsze wydania. Jako przykład z własnego doświadczenia mogę podać singiel "Piwko" Kazika, o numerze 499, czy pierwsze wydanie płyty "Robaki" Luxtorpedy. Płyty nie zyskują dużo na wartości, ale w ciągu kilkunastu lat są w stanie zyskać nawet kilkadziesiąt do kilkuset złotych na wartości.
Lepsza jakość nagrań.
Większość plików muzycznych jest nagranych w formacie *.mp3, format ten jest formą kompresji stratnej. W dużym skrócie, większość formatów podczas kompresji muzyki wycina część muzyki. Zazwyczaj są to dźwięki niesłyszalne na słuchawkach, czy gorszej jakości sprzęcie, jednak jeżeli ktoś ma dostęp do dobrego sprzętu, ta różnica jest zauważalna. Innymi słowy, posiadacze płyt mają dostęp do najlepszego z możliwych brzmień.
Wsparcie dla artystów.
Z każdej płyty sprzedanej artysta dostaje jakiś procent. Jednak nie chodzi mi o wsparcie finansowe. Kupując płytę słuchacz pokazuje że praca jaką wykonuje dany artysta jest dobra i warta dalszego rozwoju. Każda kupiona płyta jest wyrazem wsparcia i uznania zespołu. Takie wsparcie jest motywujące i pozwala na dalszy rozwój kariery.
Na koniec fotka z płyty "Las maquinas de la muerte" KNŻ-u:
P.S. Większość płyt polskich zespołów kosztuje 20-50zł, więc nie mów że cię nie stać!
Dzisiaj chciałbym poruszyć temat sportu. Temat bardzo wakacyjny, bo jak zacząć to najlepiej w wakacje. W Polsce coraz więcej osób uprawia sport, co się chwali, jednak nadal jest duża grupa osób którzy nie chcą nawet spróbować. Specjalnie dla takich osób jest ten artykuł.
Czemu początki są trudne?
Początki są bolesne.
Ludzki organizm jest tak skonstruowany że większa dawka ruchu po długim czasie bezczynności boli. Zazwyczaj najbardziej boli na drugi dzień, ale i podczas sportu też potrafi zaboleć. Kiedy boli całe ciało początkujący sportowcy często się zniechęcają. Żeby uniknąć takich nieprzyjemności, podczas pierwszych treningów nie wolno szarżować za dużo. Dodatkowo wg. mnie żeby bół zredukować trzeba odpowiednio dobrać warunki treningu, temperatura otoczenia w miarę niska (15-20C), przy większych temperaturach organizm musi walczyć nie tylko z ciepłem wynikającym ze sportu, ale także z ciepłem zewnętrznym, natomiast przy niższych organizm traci sporo energi na ogrzewanie na początku treningu.
Brak motywacji.
Nie wystarczy mieć myślenia typu: "od jutra biegam!", należy stawiać sobie coraz to nowsze cele. Czyli jeżeli biegamy no to do końca miesiąca celem bedzie bieg przez 10km w czasie 1h. Ale jak to osiagniemy to zwiększamy i dystans i prędkość. W uprzywilejowanej pozycji są sporty zespołowe, tutaj zawsze zwyciestwo w rywalizacji jest motywacją, oraz porównywanie się z innymi zawodnikami stawia nam wyższą porzeczkę. Czemu warto?
Endorfina i adrenalina. Podczas sportu organizm wydziela "hormon szczęścia" czyli endorfinę. Efektem jest naprawdę niezły, świat po treningu wydaje się piękniejszy, a samopoczucie staje się świetne i pozwala podejmować nowe zadania w życiu codziennym. Jednak podczas sytuacji ekstremalnych i rywalizacji organizm wydziela też adrenalinę. Ta substancja jest jeszcze bardziej fascynująca od endorfiny. Pod wpływem adrenaliny organizm wchodzi na dużo wyższe obroty, podczas których zmysły się wyostrzają, a umysł pracuje na poziomie niedostępnym w sytuacjach normalnych. Jednak adrenalina ma to do siebie że potrafi uzależnić, wtedy człowiek stawia sobie coraz to niebezpieczniejsze cele i je realizuje. Ale smak zwycięstwa ekstremalnego jest dużo lepszy niż normalnego zwyciestwa.
Zdrowie.
Na ten temat powstało wiele poematów, ale fakty są takie że człowiek wysportowany jest człowiekiem zdrowszym! Dużo rzadziej się choruje, a każda choroba jeśli już się zdarzy to mija dużo łagodniej niż normalnie. No i wyglada się lepiej niż bez sportu. To naprawdę jest fajne.
Piwo smakuje lepiej. To jest chyba najważniejszy argument za sportem. Po ciężkim treningu piwo jest napojem bogów. Jeżeli właśnie przejechałeś na rowerze 30 kilometrów w trudzie i pocie, to zimne piwo jest lekarstwem dla wymęczonej duszy i równie spragnionego ciała. Po prostu po sporcie wszystko smakuje lepiej!
Jak zacząć żeby nie zrezygnować?
Ze znajomymi.
Uprawiając sport ze znajomymi którzy są na podobym poziomie każdy każdego nakręca do dalszej pracy nad sobą. To bardzo motywuje, a z drugiej strony jest to świetny sposób na monotonie, bo z kimś zawsze jest ciekawie niż samemu. Ze znajomymi dodatkowo jest więcej możliwości, wybór sportu rozszerza się o sporty zespołowe, no i każdy jest w stanie wpaść na jakiś pomysł żeby uatrakcyjnić trening (nowa trasa, dodatkowy cel), a więcej osób to więcej pomysłów.
Z telefonem. Żyjemy w takich czasach że telefon który każdy ma w kieszeni ma większe możliwości niż komputery użyte do wystrzelenia ludzi na księżyc. Grzechem byłoby nie skorzystać z takiego narzędzia. Na rynku jest dużo sportowych aplikacji typu endomondo, czy runtastic. W zasadzie każda taka aplikacja zapisuje podstawowe parametry treningu, takie jak trasa, czas czy wzniesienia. Po treningu możemy sprawdzić na komputerze jak poszedł trening i odnieść go do wcześniejszych treningów, czy porównać się z innymi znajomymi korzystającymi z takich aplikacji. Jest to napradę duża motywacja.
Powoli.
Nie opłaca się narzucać sobie odrazu nierealnych celów. Najpierw trzeba powoli wszystko zacząć, zwiększając sobie wymagania co jakiś czas. Sporo osób poległo na nierealnych celach, podać można za przykład za duże obciążenie na siłowni, lub za duży dystans przy bieganiu. Nierealne cele są prostą drogą do kontuzji, co moze mieć bardzo złe skutki długofalowe. Bo skręcona kostka, lub złamana ręka mogą się odzywać przez całe życie. Dlatego na począku nie należy zbyt dużo szarżować.
Po pokonaniu pierwszych trudności, człowiek zaczyna widzieć postępy, oraz sens. Sport zaczyna człowieka wciągać coraz bardziej, no i wtedy świat się zmienia;)
Moje ulubione sporty:
-żeglarstwo - mały wysiłek, ale duża przujemność
-windsurfing - bardzo duży wysiłek, przy okazji z dużą dawką adrenaliny
-siatkówka - duży wysiłek, ale rywalizacja jest przyjemna i dynamiczna
-jazda na rowerze - średni wysiłek, ale można dużo zobaczyć i przy dobrej pogodzie przynosi bardzo dużo przyjemności.
Jadąc ostatnio pociagiem ze Szczecina, w moim przedziale zawiązała się dyskusja na temat miejscowości które przejeżdżaliśmy po drodze. Niestety z dyskusji wynikało że Łódź to brudne, szare miasto, gdzie w zasadzie nic nie ma. To znaczy jest, ale tylko patologia i śmierć na każdej ulicy.
Jeżeli popatrzeć na przekazy medialne, to w zasadzie ma sie wrażenie że w okolicach centrum polski zaległa się gigantyczna czarna dziura o wielkości mniej więcej województwa. Z tej czarnej dziury przedostają się czasami jakieś doniesienia, ale zazwyczaj są one zniekształcone, pokazujące Łódź w niegatywnym świetle.
Przykład?
Każdy wie o tym że aktualnie całe miasto jest zakorkowane, ale czy ktoś wię że ostatnio po raz kolejny NIE odbył się przetarg na budowę autostrady A1 ze Strykowa do Rzgowa! Autostrada ta znacznie by zmniejszyła korki w mieście. No i jeszcze podczas budowy infrastruktury na Euro 2012 Poznań czy Warszawa też były bardzo zakorkowane, ale o tym nikt nie pamięta.
Teraz jest pora na zastanowienie się, czemu właściwie Polska nie pamięta o Łodzi?
Pozwolę sobie na poruszenie trzech wg. mnie głównych przyczyn takiego stanu rzeczy.
1. Pozostałość po PRL-u!
Łódź jako miasto fabrykanckie, po wojnie kojarzyło się z wielkim prywatnym przemysłem. Taki obraz był dużą rysą na wizerunku państwa socjalistycznego. Kolejną rysą były łódzkie uczelnie. Przecież tyle inteligencji to potencjalne siedlisko wrogów komunizmu! PZPR miało możliwości żeby pozbyć się takiej plamy z mapy, dlatego Łódź rzadko jest pokazywana np. w mapach pogodowych.
2. Nauka historii w szkole!
Sporo mieszkańców łodzi ma szczątkowe wiadomości na temat swojego miasta. Wynika to z tego że nauka historii jest taka sama dla całej polski i zazwyczaj kończy się gdzieś w okolicach IIWŚ. W systemie nauczania w Polsce powinien być przewidziany dział na temat historii lokalnej, dzięki temu łodzianie wiedzieli by więcej o swoim mieście i chetniej by tu mieszkali. Podejrzewam że aktualnie znaczna część łodzian przerasta wymienienie trzech fabrykantów, a co dopiero pokazanie budynków i ich aktualnych funkcji, a przecież skoro ludzie nie wiedzą że jest fajny budynek z ciekawą historią, w którym teraz odbywają się warsztaty artystyczne, to ludzie nie pójdą.
3. Położone zbyt blisko Warszawy!
To można uznać za teorię spiskową, ale fakty są takie że sporo osób wyjeżdża do pracy do warszawy, firmy wolą mieć biura w stolicy. Chciałbym zasugerować że bliskość naszej stolicy może odbierać łodzi część możliwośći do rozwoju. Możliwe że gdyby Łódź była w innym miejscu mogłaby się dynamiczniej rozwijać, ale w tedy na pewno nie była by tym samym miastem!
Co sądzidzicie na temat takich argumentów? Czy też uważacie że Łódź jest miastem niedocenianym?
Zapraszam do dyskusji!
Kilka dni temu, zupełnie przypadkiem kupiłem płytę zespołu Zacier pod tytułem "Skazany na garnek". Jest to najnowsza płyta w dorobku grupy Zacier. Wrzucajac płytę do odtwarzacza miałem świadomość jakie piosenki mnie czekają, oraz w jakim stylu będą piosneki. Jednak przy pierwszej dostałem uderzenie zupełnie odmiennego stylu do jakiego można było się przyzwyczaić przy pozostałych płytach tego zespołu.
Zacier jest to projekt Mirosława Jędrasa "Zaciera", "Ajatollaha". Projekt ten jest mocno związany ze światem Z.F. Skurcz (Walaszek, Dr. Yry) oraz S.P. Records (Kult, Strachy na lachy). Na płycie gościnnie wystąpili m.in. Kazik Staszewski (Kult), Kuba Sienkiewicz (Elektryczne Gitary). Dodatkowym smaczkiem jest duża różnorodność muzyków, związanych z różnymi zespołami, na przykład Jarosław Ważny z Kultu grający na saksofonie lub Andrzej "Izi" Izdebski grający na gitarze i nagrywajacy z wieloma różnymi artystami. Sam Zacier jest lekarzem oraz wykładowcą akademickim.
Po tym przydługim wstępie pora zapoznać się z płytą. Na początek proponuję obejrzeć teledysk do piosenki "Kiedy w Polsce będą Chiny". Jest to singiel promujący płytę "Skazany na garnek".
Płyta już od pierwszych swoich piosenek cechuję się dużą powagą, z mniejszą ilością absurdalnego humoru z którego zespół jest znany. Już w pierwszej piosence "Kiedy w Polsce będą Chiny" widać komentarz do zalewającej wszystko chińszczyzny oraz do stwierdzenia że za komuny było lepiej. Chwilę potem dostajemy piosenkę "Artysta nieodracalny" w której widać że Zacier nie aspiruje do mainstreamu i że jest dumny z bycia małym zespołem. Następnie pora na "Przypowieść o rybach marnotrawnych", gdzie w sposób przerotny komnetowane są wyjazdy ze swoich rodzinnych stron, oraz to ze mimo wszystko wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.
Piosenka o numerze 4 to "Lek niewłaściwie stosowany" która jest wyśpiewana przez Kubę Sienkiewicza. Piosenka poraz kolejny komentuję suplementy diety, oraz lekomanię. Sienkiewicz w sposów konkretny opowiada o tym że wszystko jest dobre, ale nie można przesadzać. W piosence tej słychać świetne połączenie głosu Kuby Sienkiewicza, oraz akordeonu, razem jest to mieszanka wybuchowa. Zdecydowanie jest to jedna z najmcniejszych stron tej płyty.
Kolejny mocny punkt płyty to piosenka "Dobre rady na życie całe wynikające z doświadczeń własnych z czasów PRL dla synów lub innych osób żyjących współczesnie i nie pamietających socjalizmu. Mocna gitara i dający do myślenia tekst. Brak tutaj Zacierowego humoru, jednak tekst mówiący o tym że człowiek szybko zapomina jak było źle i o tym że mimo że jest dobrze, to nadal gdzieś tam jest ktoś kto chce kontrolować wszystkich. Bardzo smutny i mocny obraz świata współczesnego.
Następny punkt podróży po świecie Mirosława Jędrasa to "Rękopis znaleziony w chlewie" Jest to ciekawa piosenka z ciekawym tekstem, ale nie licząc muzyki, nie jest to piosenka wybijająca się z tłumu. Teraz pora na "Nie będę profesorem", piosenka sprzeciwiająca sie pogoni za kolejnymi tytułami i stopniamy w karierze, fajna ale krótka, tylko 39 sekund ciekawego materiału. "Skazany na garnek", to piosenka prawdopodobnie autorefleksyjna, w końcu pojawia się absurdalny humor. Jest to ballada, bardzo ciekawa i wpadająca w ucho.
Teraz doszliśmy do chyba najjaśniejszego punktu tej płyty. Piosenka o numerze 9 "PIN", piosenka śpiewana po angielsku, świetna rockowa gitara w starym stylu. Utwór ten powinien byś singlem, oraz powinien pojawiać się w radiu. Samo przesłanie jest proste, uważaj na swoją kartę płatniczą. Zdecydowanie najlepsza piosenka na płycie. Punkt obowiązkowy dla każdego kto narzeka że krajowa muzyka jest kiepska. Żeby nie być gołosłownym do odsłuchania pod tym linkiem: http://zetzetzet.wrzuta.pl/audio/79pjotvztJ4/zacier_-_pin
Kolejna ballada to przewrotna "Ballada o Jezusie i Leninie". Po raz kolejny na płycie mamy refleksję na temat ludzi i ich braku nauki. Kolejna piosenka to komentarz do ekscesów księży, utwór nosi wyzywający tytuł "Wjechał biskup na latarnię". Teraz pora na utwór w starym dobrym stylu "Dżdżownica - ziemna dziewica". Piosenka umieszczona w świecie dżdżownicy. Piosenka w starym dobrym zacierowym stylu.
Piosenka o numerze 13 "Nad Śniardwami" jest ciekawym utworem, świetnym do śpiewania i grania nad ogniskiem na mazurach. Muzyka w stylu szantowym, tekst okraszony dużą iloscią absurdalnego humoru. Bez jakiegoś konkretnego przesłania, ale wpadająca w ucho, oraz łatwa do zapamiętania. Zdecydowany plus dla tej piosenki.
"Nie spotkamy się", utwór z pogranicza jazzu. Tekst w stylu utworu "Moja łazienka". Piękna, prosta, no i kolejny plus dla płyty.
Kolej na drugiego gościa na płycie. Tym razem Kazik Staszewski w piosence "Rozprawa o wojnach". Utwór zaczynający się powoli i przygnębiajaca, z czasem przyspiesza. Tekst bardzo mocny i refleksyjny, w połączeniu z głosem Kazika sprawia że człowiek musi zatrzymać się na chwilę i zastanowiś nad przesłaniem. Jest to studium powodów z jakich wynikają wojny. Straszne i potężne słowa rozlegają się z głośników. Tutaj już nie ma humoru. Kolejny mocny punkt płyty, koniecznie trzeba tego odsłuchać.
Przedostatni utwór znowu jest pozbawiony jest humoru. Pora na twarde spojrzenie na Islam. Piosenka "Pakistańska dziewczyno", pomimo krótkiego tekstu celnie punktuje religię allaha. Uwaga mocne!
Ostatnia piosenka, kolejny raz na mocno. "Wrócił żołnierz z wojny", mocny tekst. Zaczyna się spokojnie, z każdą sekundą rozkręca się. Pod koniec to już nie jest śpiew, to krzyk, krzyk bólu i rozpaczy. Jest to protest, przeciwko wysyłaniu ludzi na wojnę. Potem w zamian za wyprany mózg dostają ordery, często pośmiertnie. Bardzo mocne zakończenie płyty, tylko dla ludzi o mocnych nerwach.
Żeby podsumować tą płytę muszę pokazać singiel z płyty "Masakra na Wałbrzyskiej", zapraszam do odsłuchania "Kebab w cienkim cieście":
Płyta "Skazany na garnek" pozbawiona jest typowego humoru opartego na absurdzie, nie ma tutaj piosenek w stylu "Kebab w cienkim cieście". Jest to płyta która stanowi krok milowy w karierze Mirosława Jędrasa. Mocne teksty i świetna muzyka, razem tworzą świetny materiał, do którego trzeba podejśc na poważnie. Postanowiłem napisać recenzję tej płyty, bo zostałem zmasakrowany powagą i patrzeniem na świat zawartym w tym materiale. Tego po prostu trzeba posłuchać!
Dzisiaj opowiem o tym dlaczego regaty są najlepszą szkołą żeglarstwa, oraz czemu uważam że swoją przygodę ze sportami żeglarskimi należy zacząć od wyjazdu na regaty. Temat ten jest na tyle aktualny że już powoli rusza sezon regatowy i sezon żeglarski.
W swojej karierze żeglarskiej miałem okazję pływać w kilku większych i mniejszych regatach. Dużo bardziej wolę pływać w dużych regatach w których jest znacznie wyższy poziom, ale przy okazji jest dużo lepsza atmosfera. Na mniejszych regatach zazwyczaj organizacja jest mniej profesjonalna, a zawodnicy są mniej przyjacielscy.
Zazwyczaj podczas regat na wodzie jest ostra rywalizacja, natomiast na lądzie zazwyczaj wszyscy są dla siebie bardzo życzliwi i razem imprezują. Jeżeli całe zawody są kilkudniowe to podczas pobytu w porcie po wyścigach jest świetna okazja na zdobycie nowych znajomości, które mogą owocować w dalszej przyszłości. Jednak po wypłynięciu z portu wszystkie znajomości odchodzą na bok, wtedy jest czas na bezwzględną rywalizację.
Pływanie regatowe różni się od zwykłego pływania rekreacyjnego, tym że podczas wyścigu człowiek musi zwracać uwagę na szczegóły które podczas normalnego pływania można pominąć. W trakcie wyścigu zawodnicy starają się dobrać wszystkie parametry żeglugi jak najlepiej, po wyścigu wszystkie wydarzenia są analizowane i porównywane do innych załóg. Takie porównanie pozwala na znalezienie własnych błedów, oraz optymalizacje żeglugi. Jest to świetna szkoła nie tylko dla nowych załogantów, ale także dla bardziej doświadczonych żeglarzy. Dodatkowo podczas startu jest bardzo duży ścisk, co oznacza ze łódki mijają się na zaledwie kilka centymetrów!. Takie sytuacje uczą wyczucia łódki i zgrywają załogę. Dodatkowym atutem i zarazem minusem regat jest to że zazwyczaj wypływa się w każdych warunkach. Pozwala to na zdobycie dużego doświadczenia, ale jednak bywa to czasem niebezpieczne. Z doświadczenia wiem że zdarzają się regaty podczas których warunki są takie że kilka łódek nie kończy rywalizacji, ale zdarzają się też takie w których jest totalny brak wiatru i trasa jest zmieniana, żeby wogóle ktokolwiek mógł dopłynąć do mety.
Jeżeli ktoś nigdy w życiu nie pływał na żaglach, albo tylko troche próbował, to powinien zacząć swoją przygodę z żeglarstwem właśnie od wyścigów. Taka sytuacja sprawia że potencjalny żeglarz widzi rywalizacje, która zachęca do dalszego zagłębiania się w świat żeglarstwa. Dodatkowo regaty to na początek spory zastrzyk doświadczenia. Oczywiście nie warto rzucać się odrazu na mistrzostwa polski, bo to tylko zniechęci, ale często są organizowane lokalne małe regaty w których startuje łącznie tylko kilkadziesiąt łódek.
Wydaje mi się, że jeżeli ktoś chce zdobyć doświadczenie w żeglarstwie, przeżyc przygodę, oraz zdobyć nowe znajomości, powinien spróbować swoich sił w wyścigach pod żaglami. Dla zainteresowanych tematem zostawiam dwa linki dotyczące regat: http://ppjk.pl/ - Puchar Polski Jachtów Kabinowych, najbardziej profesjonalne regaty śródlądowe w Polsce http://zagle.net.pl/ - portal żeglarski dla zalewu włocławskiego, dużo zawiadomień o lokalnych regatach
Wszystkie zdjęcia pochodzą z regat Anwil Cup 2012 z cyklu PPJK, w których startowałem na jachcie Alternatywa z numerem 62